Linów został założony na fali kolonizacji Puszczy Kozienickiej pod koniec XVIII wieku. Był to proces rozpoczęty przez urzędników króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, którzy chcieli gospodarczo ożywić ten lesisty region. Większość Puszczy była bowiem częścią dóbr stołowych króla, a zyski z jej eksploatacji trafiały wprost na utrzymanie monarchy i jego dworu. Uznano, że znacznie bardziej zyskowne od sprzedaży drewna będzie wykarczowanie lasu i osadzenie kolonistów, którzy będą płacić królowi czynsze w zamian za otrzymany grunt.
Najbardziej znanymi wsiami w Puszczy Kozienickiej, które powstały w taki sposób są Stanisławice i Augustów między Pionkami a Kozienicami. Już ich nazwy wskazują na inspirację króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przy ich powstaniu. Osadnicy do karczunku zostali sprowadzeni z przeludnionych wsi położonych w widłach Wisły i Sanu, stąd do dziś na ich mieszkańców mówi się „Posanioki”. Ale to nie jedyne wsie, które powstały w podobny sposób. Gdyby się przyjrzeć księgom parafialnym zauważymy, że i w innych wsiach na na skraju Puszczy pod koniec XVIII wieku pojawiają się nazwiska nie znane dotychczas w parafii zwoleńskiej czy suskiej.
Taką wsią jest Linów. Nie wiemy kiedy dokładnie powstał, ale na podstawie urodzeń z dużym przybliżeniem można przyjąć, że wieś została założona około 1783 roku. Pierwsze chrzty odbywały się w kościele w Suchej, a od 1787 roku także w bliższym Zwoleniu. Wieś nosiła wtedy alternatywną nazwę Linów Dębnica, co wskazuje, że powstała prawdopodobnie na stosunkowo dobrej ziemi, bo takie były pod dąbrowami i grądami. Kiedy spojrzymy na pierwsze urodzenia w Linowie (na przełomie XVIII i XIX wieku) to widać wyraźnie, że we wsi pojawiły się nazwiska nieznane dotychczas zwoleńskim okolicom: np. Deptuch, Dziewit, Fido, a także takie, które mogą pochodzić z okolic Zwolenia lub z innych regionów (Paduch, Serafin). Pojawiło się też kilkanaście nazwisk, które dość szybko „zniknęły” z Linowa czyli koloniści prawdopodobnie mieszkali tu czasowo i odeszli w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia.
Ustalenie pochodzenia założycieli wsi utrudnia brak części akt w okolicznych parafiach oraz słabe zindeksowanie parafii podkarpackich. W Archiwum Państwowym w Radomiu udało się jednak odnaleźć dokument z 1812 roku, który jednoznacznie opisuje afiliacje kolonistów. Brzmi on tak:
„pół mili od Zwolenia, w lesie do Starostwa należącym [jest] kolonia mała o pięciu chałupach, do dwudziestu kilku dusz licząca, Linów zwana, która za zezwoleniem Starosty Zwoleńskiego wydobywszy sobie po lasach grunta […] następnie osiadła, i lubo lata wolności tym Posaniokom czyli kolonistom już dawno wyszły do tego momentu jednak do Starostwa ani powinności nie odbywaja ani danin nie opłacają”.
Widzimy, że lustrator narzeka, że mieszkańcy wsi nie płacą podatków. Zapewne przy zakładaniu Linowa na tzw. surowym korzeniu, czyli w lesie, który trzeba było najpierw wyrąbać, koloniści otrzymywali od właściciela ziemi tzw. wolniznę, czyli zwolnienie z podatków wynoszące zazwyczaj ok. 20 lat. Jeśli przyjmiemy, że wieś została założona ok. 1783 roku to wolnizna skończyła się w 1803 roku, a przez kolejne 9 lat mieszkańcy nie płacili żadnych opłat. Stąd utyskiwanie urzędnika…
Czy możemy ustalić skąd konkretnie pochodzili pierwsi koloniści? W przypadku jednej rodziny udało się zidentyfikować skąd przyszli. Otóż w aktach parafii w Kolbuszowej w obecnym województwie podkarpackim zachował się akt ślubu z 1788 roku między Szymonem Dziewitem a Zofią Mazur. Cztery lata później para chrzci swoją córkę w tym samym kościele, a w 1812 roku Szymon jest już wymieniany jako mieszkaniec Linowa – wysiewa tam 4 korce żyta, 4 korce owsa, ma dwa woły i jedną krowę. W latach 20. XIX wieku jego dzieci: Michał, Marcin i Marianna biorą śluby w Suchej, Jedlni i Zwoleniu. Wszyscy są wymienieni jako mieszkańcy Linowa. Szymon i Zofia umierają już w nowej, linowskiej ojczyźnie.
Zapewne takich przykładów znaleźlibyśmy więcej. Do dziś Deptuchowie, Paduchowie, Kopciowie i Serafinowie względnie licznie mieszkają koło Kolbuszowej, Fidowie koło Dąbrowy Tarnowskiej, Muniakowie koło Mielca. Wszystko to powiaty sąsiadujące ze sobą, co wspiera logikę planowanej akcji kolonizacyjnej. Warto jednak zwrócić uwagę, ze Paduchowie mieszkali też w parafii tczowskiej, choć w tym przypadku prawdopodobne jest ich podkarpackie pochodzenie. Nowo przybyłe rody na początku trzymały się ze sobą, widać to po małżeństwach głównie między rodzinami z Podkarpacia i Małopolski. Później zżyli się z lokalnymi społecznościami stając się „tutejszymi”.
Oczywiście niniejsza notatka jest tylko sygnalizacją ciekawego wątku, warto prowadzić własne poszukiwania w celu odnalezienie korzeni. Takich rodów przybyłych w okolice Zwolenia i Kozienic z wideł Wisły i Sanu jest znacznie więcej – warto wymienić choćby Jaskotów (mocno rozrodzonych w powiatach nad Wisła i Sanem), Pryglów, Rebisiów, a bardzo prawdopodobne że i Sałków, z których pochodzą przodkowie piszącego te słowa. Nawet na tym przykładzie widać, że nasze społeczności nie składały się wyłącznie z tych „siedzących z dziada pradziada”, ale były wytworem skomplikowanych, polskich losów.